Świętojańska – początek nowego czy koniec starego?

Dyskusje o ulicy Świętojańskiej są tak stare jak Gdynia – nic dziwnego, gdyż ulica ta powstawała razem z miastem, od początku stanowiąc jedną z najważniejszych ulic nie tylko Śródmieścia. W zasadzie każdy ją zna — jeśli ludzie z Polski byli kiedyś przed laty w Gdyni, to jednym ze wspomnień, poza plażą czy Skwerem Kościuszki, jest: „ta główna ulica ze sklepami”. Minęło wiele lat i bezdyskusyjna rola oraz znaczenie Świętojańskiej przestały być bezdyskusyjne.

Dziś można się zastanawiać zarówno nad tym, czy nadal to ulica główna i czy przede wszystkim ze sklepami. Oczywiście, partery modernistycznych kamienic nadal służą komercji, ale już znaczenie i unikatowość oferty budzą różne emocje i wątpliwości. Od lat 90-tych i okresu przemian gospodarczych i następujących po sobie kolejnych okresów koniunktury i dekoniunktury, ulica przechodziła burzliwe zmiany. Kolejne sklepy, istniejące od pokoleń, znikały, inne przychodziły na ich miejsce i albo odnajdywały się w nowej rzeczywistości, albo niekoniecznie, wszyscy narzekali na kryzys, galopujące ceny, na to, że to, co kiedyś było dostępne tylko w Gdyni, jest już wszędzie – właścicieli zmieniały i kamienice i poszczególne lokale.

Przez Świętojańską przetoczyła się również epoka ekspansywnej bankowości, podobnie jak w wielu miastach, eksponowane miejsca na parterach placówki bankowe, doprowadzając do zaniku życia w całych kwartałach. No, a potem nadszedł czas galerii handlowych. W Gdyni, gdy pojawiło się Centrum „Wzgórze”, później rozbudowane i przemianowane na CH Riviera, wiele osób uznało to za ostatni akord pieśni o tętniącej życiem Świętojańskiej, a dokonany kilkanaście lat temu gruntowny remont (który uczciwiej jest nazwać całościową przebudową ulicy – a w zasadzie budową od zera z całą wymianą instalacji podziemnych) za spóźniony i nie mogący powstrzymać nieuchronnej degradacji ulicy. Było wtedy – i dotychczas jest – wiele osób, uważających, że tylko przerobienie ulicy na deptak może mieć sens i być szansą dla Świętojańskiej. Tak się jednak nie stało z wielu różnych względów. Dziś zatem wśród malkontentów mamy takich, którzy po prostu tęsknią za czasem minionym i unikalnością oferty Świętojańskiej jako okna na daleki zamorski świat, inni wygrażają galeriom, w ich bliskości upatrując przyczyn obecnego stanu rzeczy, inni zaś konsekwentnie snują opowieść o deptaku jako recepcie gwarantującej sukces.

Tymczasem, ostatnie mniej więcej trzy lata, to duże zmiany toczące się niezależnie od dyskusji stronnictw. Placówki bankowe po kolei znikały, zmniejszały swoje powierzchnie lub wybierały inne lokalizacje (zapisy miejscowego planu zresztą uniemożliwiły powstawanie kolejnych), jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się kawiarenki i niewielkie lokale bistro. Wbrew temu, co tkwiło w świadomości wielu osób: „Świętojańska jest droga”, zaczęły, jak grzyby po deszczu, powstawać maleńkie lokale gastronomiczne, serwujące potrawy na poczekaniu i niedrogo. Kilka edycji „Kulinarnej Świętojańskiej” pokazało jaki potencjał ma to miejsce i jak zaangażowani są poszczególni gastronomowie, dwojący się i trojący, by zainteresować klientów. Czy pomysł na Świętojańską jako miejsce, gdzie można szybko, niedrogo i różnorodnie zjeść, się sprawdził? Ci, którzy lubili „Le Bonjour”, czy zamknięty jeszcze wcześniej “Cynamon” pewnie uważają, że nie, stali bywalcy „Ogniem i piecem”, „Love eat” czy „Przystanku Zupa” lub „Piqniqu” z tą tezą by się zgodzili..

Czy dziś Świętojańska jest w rozkwicie czy na wymarciu?

Znajdziemy wyznawców obu tych teorii. Znam tych obserwujących, jak dzielnie radzą sobie kolejne otwierające się lokale, ale i tych, którzy w geście niemego triumfu wskazują na kolejną kamienicę, której parter właśnie opustoszał. Znajdziemy miejsca tętniące życiem i lokale zastanawiająco puste. Skuszą nas miejsca absolutnie nowoczesne i nowocześnie zaaranżowane, ale tuż obok czeka choćby kultowa dla gdynian pizzeria „Gdynianka”, o której wiele można mówić, ale na pewno nie to, że jest nowoczesna, ciekawie zaaranżowana lub zaskakuje nowością. Jest dokładnie odwrotnie.

Jedni ze Świętojańskiej uciekają, inni trwają, jeszcze inni, podczas kolejnych przetargów, organizowanych przez miasto czy Agencję Mienia Wojskowego, zaciekle licytują, starając się przebić oferty konkurentów zainteresowanych zakupem lokalu – czyli widzą duży potencjał w tym miejscu. Znam jednego z najważniejszych gdyńskich samorządowców, który w ramach letnich spacerów, wędruje i liczy obłożenie w poszczególnych lokalach, czerpiąc otuchę z każdego zajętego stolika i widząc w tym oznakę dobrego trendu.

Nie wiem, czy chcę się opowiadać w tym tekście za którąś z teorii o rozkwicie czy uwiądzie tej ulicy – nie czas tu i nie miejsce na potężną wieloaspektową analizę. Zainteresowanym zawsze służę szerszym komentarzem, na komentarze również licząc. I zapewne wpisów o samej Świętojańskiej będzie jeszcze wiele, bo jest o czym pisać. Dziś jednak, na potrzeby tego bloga i w poszukiwaniu rzetelnej odpowiedzi na pytanie o obecną kondycję komercyjnej Świętojańskiej, chciałbym zrobić co innego: proste zestawienie funkcjonujących w chwili obecnych lokali i lokali czekających na kolejną szansę.

W ramach tych istniejących warto popatrzeć na charakter prowadzonej w nich działalności i tu zastosowałem prosty podział na gastronomię, handel, usługi finansowe i inną działalność. Warto wreszcie Świętojańską widzieć jako trzy przynajmniej odcinki – od Urzędu Miasta do skrzyżowania z ulicą Żwirki i Wigury, drugi – do skrzyżowania z 10 Lutego i trzeci wreszcie – od 10 Lutego do Placu Kaszubskiego. Każdy z nich ma nieco inną specyfikę. Poniżej zestawienie, które co kwartał będę aktualizować – spróbujemy popracować na danych. To rozwiązanie bliższe prawdy, niż bazowanie na przekonaniach i mitach.
Pierwsze spostrzeżenie, wygodne dla malkontentów: na całej Świętojańskiej obecnie są 24 wolne lokale, z czego zdecydowana większość (15) na odcinku UM – Żwirki i Wigury, 5 na odcinku środkowym, a 4 między Skwerem Kościuszki a Placem Kaszubskim. Niektóre z nich opustoszały niedawno, na jednym z nich jest zapowiedź, że już zostało wynajęte, a inne, jak lokale w kamienicy nr 50, pozostają puste i straszą wyglądem od lat, podobnie jak cały budynek. Zwolennikom wiary w gastronomiczny potencjał ulicy warto pokazać 48 lokali o takim charakterze – tu oczywiście zmiany są najczęstsze, ale łączna suma jest imponująca. Górny odcinek to 21 takich miejsc, środkowy – 20, a najbliższa Placowi Kaszubskiemu – jedynie 7, z czego większość to szybka obsługa, często do ręki lub na wynos. Jeśli chodzi o sklepy spożywcze, to jest ich 21, z czego przynajmniej 2 całodobowe. Placówek bankowych ocalało 17, z czego aż 12 skoncentrowało się na górnym odcinku. Gastronomii dorównuje część modowo – odzieżowa – takich lokali jest obecnie również 48, choć nie wliczałem tu miejsc typu Lookah ani sklepów z biżuterią. Ponadto 10 lokali zajmuje branża kosmetyczno – urodowa, nie wliczając sieciowych drogerii. 6 lokali zajmują biura podróży, a w 9 króluje sprzęt elektroniczno – telekomunikacyjny. Patrząc całościowo, ofensywa miejsc, gdzie można zjeść, w różnym standardzie, cenie i niezwykle różnorodnie (potrawy niemalże z całego świata), jest naprawdę imponująca i sprawia, że jest tyle samo powodów, by przyjść na Świętojańską coś zjeść, ile tych by kupić sobie odzież lub buty. Niestety, trzecie miejsce w tym zestawieniu zajmują lokale obecnie puste. Na kolejnym – sklepy z żywnością, tu pocieszające, że poza „sieciówkami”, reprezentowanymi niemalże w komplecie, są i sklepy bardziej specjalistyczne (z kuchnią węgierską np. czy wyłącznie z serami lub winem), dopiero dalej banki, które kiedyś tak zdominowały przestrzeń tej ulicy i sprawiły, że zamierała ona po godzinach ich zamknięcia. Aptek na Świętojańskiej jest obecnie 8, z czego połowa na górnym odcinku. Poza nimi, jest jeszcze kilka miejsc, które trzeba by zakwalifikować jako związane ze zdrowiem.

Widać też pewne trwałe zjawiska, np. w miejsce prowadzonej działalności gastronomicznej, pojawia się kolejna – zatem pewne miejsca mają już swój charakter i zostały zdefiniowane, mimo przemieszania funkcji na całej ulicy. Ot, choćby w miejsce niedawno zamkniętego i opłakanego „Le bonjour” właśnie otworzył się lokal z kuchnią śródziemnomorską. Jak mu pójdzie? Przekonamy się w najbliższych miesiącach.

Świętojańska się zmienia, lokale rotują, kolejne osoby podejmują próby przyciągnięcia kolejnych grup klientów, w niektórych miejscach były już tych działalności dziesiątki, ale nadal istnieją pewniki – do nich zaliczyć należy „Polbut” tuż przy skrzyżowaniu ze Starowiejską, niemalże sąsiadująca z nim i niezmienna od lat „Cepelia”,wspomniana już wyżej „Gdynianka” czy przeniesiona żywcem z innej epoki restauracja „Polonia”, albo prowadzona najdłużej z wszystkich placówek farmaceutycznych na tej ulicy „Apteka św. Wojciecha”. Póki one są, możemy czuć się spokojnie i czuć, że świat nie zmienia się aż tak szybko, jak mogłoby się czasem wydawać. Będziemy to sprawdzać co kwartał.

Jeszcze jedno!

Należy pamiętać o tym, że ważnym impulsem dla obecnego wyglądu Świętojańskiej, poza wspomnianym remontem, był program dotacji dla prac związanych z renowacją kamienic, tworzących modernistyczną zabudowę Śródmieścia. Wielu właścicieli dzięki okazji uzyskania wysokiej dotacji z kasy miejskiej, podjęło wysiłek inwestycyjny, istotnie podnosząc atrakcyjność swoich nieruchomości. Tam akurat wolnych lokali specjalnie nie zauważyłem, z kolei w straszącej wyglądem kamienicy pod numerem 50 lokale od ponad 10 lat są puste.